Przejdź do głównej zawartości

"WIELKIE NIESZCZĘŚCIE DLA NAS…….."

Witając nowy rok zostaliśmy zaszczyceni oficjalnym wywiadem komendanta głównego PSP dla publicznego radia, w którym to próbuje on w typowy dla siebie sposób, uprawiać propagandę sukcesu aby przykryć słabość systemu, którym zarządza. 
Jakieś cyfry, jakieś kwoty, wielkie zakupy i przebudowa, jakieś działania, z których to niby ma wynikać, że jest bardzo dobrze a będzie jeszcze lepiej. Tymczasem jak rozebrać wszystko na czynniki pierwsze, to w całej okazałości wychodzi postępujący rozkład formacji i co jeszcze gorsze beznadziejna słabość systemu. Stałym czytelnikom mojego bloga i profesjonalnym ratownikom chyba nie muszę tego nazbyt mocno tłumaczyć, bo znają to z praktyki. Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na jeden z krótkich wątków wypowiedzi komendanta głównego PSP, w którym wyraził się on takimi oto słowami -  "Wielkie nieszczęście dla nas...Dla nas była to wielka tragedia". Chodzi oczywiście o śmierć dwóch naszych kolegów ratowników z Białegostoku.
Tak się złożyło, że jakiś czas temu jeden z czytelników mojego bloga podesłał mi  link do „interpelacji poselskiej nr 6207 w sprawie przyczyn śmierci dwóch strażaków Państwowej Straży Pożarnej podczas gaszenia pożaru w hali magazynowej w Białymstoku”. Jak wszyscy strażacy pamiętają tragedia rozegrała się w dniu 25 maja 2017 roku. Niebawem więc minie 8 miesięcy a strażacy w Polsce kompletnie nic nie wiedzą na temat przyczyn tej tragedii. W poniższym linku jest też odpowiedz pana wiceministra przygotowana prawdopodobnie przez aparat urzędniczy 01 KG.
Z odpowiedzi wiceministra wynika, że prawdopodobnie postawiono go w niekomfortowej sytuacji. Mam nadzieję, że panowie posłowie nie dadzą się tak łatwo zwieść semantyką urzędniczą i dalej będą dążyć do wyjaśnienia tej niezwykle ważnej dla naszej służby sprawy. Ja jednak, będąc strażakiem nie dam się zbić z tropu i na podstawie przytoczonych wyżej dokumentów postawię kilka dodatkowych pytań.
Oto one:
  1. Który zapis załącznika nr 13 do rozp. o organizacji krajowego systemu ratowniczo gośniczego (ksrg) obliguje wykonującego analizę działań ratowniczych do uwzględnienia badań histopatologicznych i toksykologicznych osób zmarłych w przebiegu zdarzenia?
  2. Jaki wpływ na ustalenie przebiegu oraz ocenę działań ratowniczych, w aspekcie organizacyjnym i taktycznym, mają wyniki pośmiertnych badań  histopatologicznych? https://pl.wikipedia.org/wiki/Badanie_histopatologiczne
  3.  W ilu zleconych przez KG PSP, w ciągu ostatnich 10 latach, analizach działań ratowniczych, uwzględniano wyniki pośmiertnych  badań histopatologicznych osób poszkodowanych?
  4. Jeśli wyniki te uwzględniano, to na zmianę jakich rozwiązań organizacyjnych i taktycznych one wpłynęły (zmiana procedur)? 
Odpowiedź na tak postawione pytania jest oczywiście prosta bo co innego śledztwo prokuratorskie a co innego analiza zdarzenia, która winna być wykonana niezwłocznie.

Prawdopodobnie po ujawnieniu analizy pojawi się, szereg dalszych pytań, szczególnie w aspekcie czasów operacyjnych i przyjętych w tej akcji rozwiązań taktycznych. Niestety nie ma pewności, że to kiedykolwiek nastąpi więc ja zadam je teraz na podstawie informacji z przytoczonych dokumentów.
1.  Czy strażacy tworzący na miejscu zdarzenia rotę pracującą w strefie zagrożenia mieli „na co dzień” możliwość ćwiczenia w ramach jednej roty? Strażacy którzy zginęli, byli bowiem z różnych zastępów, stacjonujących w różnych obiektach (posterunek JRG1 i JRG1)?
2.  Z uwagi na równorzędny stopień służbowy i staż służby strażaków roty ratowniczej (która zginęła) według jakich kryteriów i czy w ogóle wyznaczony został przodownik roty? Kto tego dokonał i jakie powierzył tej rocie zadania do realizacji?
3.   W jaki sprzęt była wyposażona rota asekuracyjna i w jaki sposób przebiega obecnie w ksrg szkolenie w zakresie RIT - Rapid Intervention Team?
a) czy w programie szkolenia/doskonalenia zawodowego, zatwierdzonym przez komendanta głównego, ujęte były zagadnienia związane z wzywaniem pomocy?
b) czy programy szkolenia/doskonalenia zawodowego, zatwierdzone przez komendanta głównego obejmowały zagadnienia pracy w rocie asekuracyjnej (przepisy BHP wymagają wyznaczenia dwóch strażaków do asekuracji)?
c) czy programy szkolenia/doskonalenia zawodowego dla dowódców, zatwierdzone przez komendanta głównego, obejmowały zagadnienia związane z dowodzeniem w sytuacji gdy poszkodowany jest strażak? 

Niezorientowanym podpowiadam, że takowych programów według mojej wiedzy nie ma.

4.  Czy na potrzeby tej akcji ratowniczej ustalone zostały sygnały i inne środki alarmowe na okoliczność natychmiastowej pomocy strażakom przebywającym w strefie zagrożenia?

I na koniec dwa ostanie pytania o znaczeniu fundamentalnym:

  1. Czy KG PSP uwzględniając ewentualne wnioski z tej akcji zamierza w trybie pilnym przygotować systemowe rozwiązania organizacyjne dla całego ksrg, w zakresie szkoleń strażaków i późniejszej okresowej recertyfikacji tych szkoleń, w obszarze RIT- na wzór kwalifikowanej pierwszej pomocy?
  2. Czy KG PSP zdaje sobie sprawę, że w przypadku błędów systemowych przy prowadzeniu działań ratowniczych w pierwszej kolejności jest sama odpowiedzialna za taki stan rzeczy?
Pan wiceminister poinformował posłów, że czas oczekiwania na wyniki badań pośmiertnych (aktualnie przekraczający już pół roku) jest czynnikiem wpływającym  na termin zakończenia analizy działań ratowniczych. Przypomina mi to wypisz wymaluj narrację rosyjską w sprawie zwrotu wraku „samolotu smoleńskiego”, z której wynika, że warunkiem koniecznym zakończenia śledztwa jest posiadanie przez 8 lat szczątków rozbitego samolotu. 

Zginęło dwóch strażaków - to tragedia nie tylko dla bliskich zmarłych, ale także dla całej naszej społeczności ratowniczej. Minęło ponad pół roku i nadal nie wiadomo, jaki był przebieg wydarzeń, nadal nie ma wniosków. Istnieje więc duże ryzyko, że sytuacja się może powtórzyć. Czy ofiara życia dwóch młodych ratowników poszła na marne?
Ciekawe, jak długo przyjdzie nam jeszcze czekać na informacje o tym zdarzeniu? A może KG PSP podpowie wiceministrowi, że dla „dobra sprawy” informacje należy utajnić a wszelkie zapytania traktować jako „napaść” na centralne organy administracji państwowej?

Strażaków ratowników nie obchodzą badania tkanek kolegów, którzy zginęli. Ich interesuje to, jakie wnioski wyciągnęła „centrala” i czy system skorygował cokolwiek w swoich procedurach w tym zakresie. Już sama reakcja na zdarzenie, rozciągnięta w czasie na kilka miesięcy, pozwala ocenić sprawność systemu. Czyny a nie słowa komendanta głównego w mediach, definiują jaki jest nasz system ratowniczy. W tym kontekście proszę porównać reakcję londyńskiej straży pożarnej na ostatni tragiczny pożar budynku mieszkalnego i natychmiastową zmianę procedur. U nas system się zawiesił a takie tragedie jak na dłoni pokazują w całej rozciągłości jego wyimaginowaną potęgę (począwszy od wyposażenia, taktyki, kompleksowości i skuteczności procedur).

Czy tragedii można było uniknąć?

To bardzo trudne pytanie ale z cała stanowczością odpowiem, że moim zdaniem, można było ograniczyć zdecydowanie ryzyko jej wystąpienia. Jak wspominałem wielokrotnie na swoim blogu, komendant główny rok wcześniej (lipiec 2016) dostał na swoje biurko (zlecony zresztą przez siebie) gotowy projekt Regulaminu rozwinięć samochodów ratowniczo-gaśniczych - dokument, który był tak naprawdę pierwszą od bardzo wielu lat próbą ujednolicenia procesu szkolenia oraz doskonalenia zawodowego w zakresie „zapomnianej” taktyki gaszenia pożarów, na której podobno znają się wszyscy. Celem nadrzędnym tego opracowania było jednak wystandaryzowanie działań ratowniczych
Proponowane rozwiązania, w tym szczegółowe określenie ról poszczególnych członków zespołów ratowniczych, były próbą uporządkowania akcji ratowniczej jako procesu, którego złożoność wymaga od jej uczestników skoordynowanego działania zespołowego. Jakby Regulamin został zatwierdzony, miałby bezpośrednie przełożenie na stosowanie proponowanych rozwiązań taktycznych i podniesienie standardów bezpieczeństwa w działaniach ratowniczych. Jako dowód przytoczę kilka cytatów z przedmiotowego dokumentu:

Wprowadzono ujednolicone karty pracy w aparatach powietrznych butlowych (APB) z wyszczególnieniem roty asekuracyjnej
Wprowadzono także nowy sygnał ostrzegawczy w sytuacji zagrożenia ratowników zwany „Fanfara”
W momencie przedkładania Regulaminu komendantowi głównemu PSP, przez przewodniczącego zespołu st. bryg. dr Grzegorza Stankiewicza (ówczesnego komendanta SA w Poznaniu), komendant główny podzielał zdanie wszystkich członków zespołu, że dokument ten jest potrzebny służbie. Sposób wdrożenia Regulaminu, który określił komendant główny poprzez zainicjowanie procesu recenzji tego dokumentu w kraju a następnie wprowadzeniu go w szkołach, celem sprawdzenia prawidłowości jego zapisów zanim trafi do JRG, został przez zespół opracowujący dokument bardzo dobrze odebrany. Posunięcie to wskazywało na chęć ostrożnego wprowadzania przez komendanta głównego rozwiązań innowacyjnych, które zawsze należy traktować z ograniczonym zaufaniem, choćby intencje ich autorów były najlepsze. Zespół to rozumiał, zdając sobie sprawę z wrażliwości materii nad którą pracował. Z pokorą i wdzięcznością odebrał też recenzje z kraju i nie miał najmniejszych wątpliwości, że spowodowały one wzmocnienie opracowywanego dokumentu, zarówno od strony merytorycznej jak i samej metody czyli pomysłu na jego końcowy kształt. Co się zatem stało, że proces jego wdrażania został zatrzymany? Co spowodowało diametralną zmianę stanowiska komendanta głównego względem tego opracowania? Odpowiedzi na te  pytania należy szukać w stanowisku ówczesnego kierownictwa KCKRiOL (z dyr. st. bryg. Tadeuszem Jopkiem), które nie dość, że swoje uwagi przesłało z opóźnieniem (po określonym przez komendanta głównego czasie ich wnoszenia), to w żaden sposób nie można było tych uwag określić jako konstruktywną krytykę. Zawarte w nich sformułowania wskazywały przede wszystkim na fundamentalne różnice w postrzeganiu organizacji działań ratowniczych pomiędzy kierownictwem KCKRiOL a członkami zespołu będącymi długoletnimi praktykami. Trudno zatem było mówić o jakimkolwiek kompromisie w kwestii zapisów Regulaminu a na propozycję zespołu na wymianę argumentów „twarzą w twarz” nie było odzewu. Tym sposobem niezwykle ważny dla sanacji systemu dokument tkwi gdzieś w jednym z segregatorów urzędu komendanta głównego a awans dyrektora KCKRiOL na zastępcę komendanta głównego PSP zbiegł się z końcem kariery zawodowej wielu ludzi, w tym przewodniczącego zespołu. 
Ja rozumiem, że można mieć inne zdanie lub odmienny pogląd na jakąś kwestę ale nie rozumiem, dlaczego "wyrzuca się do kosza" czyjąś pracę nie mając samemu nic w zamian. Gra idzie przecież o sprawy fundamentalne dla służby. Pewnie przebija przeze mnie rozgoryczenie ale mam do niego prawo, ponieważ byłem członkiem tego zespołu, a jako że jestem od dwóch lat w stanie spoczynku, moja praca przy tym opracowaniu miała charakter czysto społeczny.
Nie da się ukryć, że opracowane przez zespół Regulaminy i będące ich konsekwencją Standardy wyposażenia samochodów ratowniczo - gaśniczych, „zabolały” wielu zwolenników utrzymania obecnego status quo. Może uznano, że specjaliści od public relations poradzą sobie z każdym nieszczęściem i dramatem w służbie. 

W strukturze hierarchicznej odpowiedzialność za działania niezgodne z zasadami spoczywa na łamiącym te zasady, zaś za brak tych zasad odpowiada ten, na barkach którego złożony został obowiązek ich opracowania, następnie wdrożenia i egzekwowania. 
Jeśli ktoś jest tu sędzią we własnej sprawie, możemy się domyśleć, czyjej odpowiedzialności  analiza zdarzenia w Białymstoku (jeśli w ogóle powstanie i ujrzy światło dzienne) nie uwzględni. Nie dajmy się na to nabrać. Niepotrzebne ofiarowanie życia nie jest drogą do prawdziwej ratowniczej chwały!

PS. Dla zainteresowanych link do pełnej wersji projektu Regulaminu rozwinięć samochodów ratowniczo-gaśniczych.

Komentarze

  1. Nie słucham trwam więc nie mam pojęcia o czym mówił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ot typowa małpka - zatkać uczy, oczy, usta - i być przekonanym o wyłączności na PRAWDĘ :V

      Usuń
  2. Wywiad jest dla Polskiego Radia nie TV Trwam/RM. Można przecież odsłuchać - jest link.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się co do głównego przekazu tekstu, jednak apeluję o powstrzymywanie się z ocenami zdarzeń w których nie braliśmy udziału. W sieci krąży wiele filmików z akcji, które z perspektywy urządzenia nagrywającego nie były udane. Jednak nie znamy faktów czemu działania przebiegały tak, a nie inaczej, a które miały istotny wpływ na ich przebieg. Później okazuje się, że wycinek filmu ze zdarzenia potrafi niesłusznie oskarżać osób biorących w niej udział. Tak samo możemy gdybać o ryzyku - jeśli tak na prawdę nic nie wiemy o zdarzeniu - starajmy się nie wybiegać za daleko we wnioskach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że zgadzamy się co do głównego przekazu mojego wpisu i pragnę zauważyć, że w żadnym momencie nie oceniam tej akcji. Odnoszę się tylko do informacji zawartych w interpelacji poselskiej i odpowiedzi sekretarza stanu.
      Nie stawiam też wniosków odnośnie tego zdarzenia, bo moja wiedza o nim jest taka sama jak innych strażaków w Polsce poza Białymstokiem.
      Moje pytania dotyczą spraw systemowych i są raczej głośnym wołaniem o reakcję „centrali” na to zdarzenie.
      W linku taka ciekawostka o pośmiertnych badaniach histopatologicznych i toksygologicznych.
      http://www.investigativemedia.com/after-years-of-delay-the-granite-mountain-hotshot-autopsy-records-are-released-to-the-public/

      Usuń
  4. Panie Tomku gratulacje za pomysł, za zainteresowanie sprawą. Obawiam się, że nic się nie zmieni, przykład z 2004 r. W Tarnowie ginie 2 młodych strażaków... Czy to coś kierownictwo nauczyło? NIC. moja 12 lat i znów to samo... Zero, wniosków, zero zaleceń, Zero szkoleń. System szkoleń w PSP i OSP Jest totalnie beznadziejny, niewydajny i niedostosowany do obecnych zadań przed którymi stawia się służby.... Obawiam się, że wtedy nic się nie zmieniło i teraz też nic się nie zmieni....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, bo ze względu na rodziny kolegów którzy zginęli był to dla mnie bardzo trudny wpis.
      Tak, wyciąganie wniosków, wdrażanie rekomendacji i zmiana procedur po nieszczęściach kompletnie nam nie wychodzi.
      Zmieniały się przez lata personalia decydentów a my ciągle stoimy w miejscu.
      Wiele czasu poświęcam zastanawianiu się dlaczego tak się dzieje. Na dziś nie mam jeszcze gotowej odpowiedzi ale sadzę, że w dużej części to sprawa naszej mentalności i „polskich genów” które kochają pospolite ruszenie a nie regularne wojsko, które aby było sprawne i skuteczne, wymaga regularnych ćwiczeń w oparciu o wypracowane w pocie czoła i wyuczone jasne sekwencje taktyczne.
      Ja nie byłbym takim pesymistą co do zmian na lepsze. Wszystko jest w rękach samych strażaków. My sami w trosce o nasze bezpieczeństwo powinniśmy zacząć sami wymagać i od siebie i od przełożonych, odpowiedzialności za system. Każdy ma tutaj coś do zrobienia bo filarami bezpieczeństwa naszych działań są:
      1. jasne PROCEDURY,
      2. edukacja/szkolenie,
      3. ich egzekwowanie w stosowaniu
      4. i dopiero na końcu technologia.
      Jeżeli pierwsze dwa filary praktycznie nie istnieją albo kuleją, trzeci traktujemy sami z przymrużeniem oka, to na nic te nasze "piękne samochody"(ale w dużej części puste) bo ryzyko nieszczęść i tak będzie tylko rosło.

      Usuń
  5. Panie Tomku, procedury są ważne... pytałem wielu strażaków, jak należy reagować na sygnał eksplozymetru. I odpowiedzi były różne - wycofujemy się, przewietrzamy, aż stężenie gazów wybuchowych spadnie, wchodzimy, by ratować życie człowieka, nie wiem co bym zrobił.... Łatwo sobie wyobrazić (lub przypomnieć) tragedię przewidywalnego wybuchu, w którym ucierpieli strażacy. Jaka jest, o ile jest, procedura w tej sprawie????

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat postępowania w przypadku stwierdzenia strefy zagrożenia wybuchem to kolejny bardzo ważny obszar likwidacji zagrożeń, który „chodzi” gdzieś w świadomości strażaków (że jest bardzo niebezpieczny) ale kompletne też nie jest uregulowany w naszych przepisach BHP czy jakichkolwiek wytycznych, bo regulaminów czy procedur przecież nie ma.
    Moje zdanie w tym temacie jest następujące:
    Każdy sygnał dźwiękowy urządzenia pomiarowego, ostrzegawczego (gwizdek APB) to informacja dla ratownika, że występuje dla niego zagrożenie wtórne. W przypadku sygnału ostrzegawczego APB jest to komunikat, że powietrze w butli kończy się i powinien się wycofać - wyjście ze strefy też może zająć mu kilka minut (w zależności od drogi dojścia do strefy). W przypadku sygnału eksplozymetru opuszczenie strefo powinno nastąpić natychmiast bo środki ochrony indywidualnej stosowane przez strażaków chronią ich w określonym zakresie, przed zagrożeniami związanymi z promieniowaniem cieplnym, aktywnością substancji chemicznych oraz zmniejszoną zawartością tlenu w mieszaninie oddechowej. NIE ISTNIEJE SPOSÓB OCHRONY PRZED ZAGROŻENIAMI ZWIĄZANYMI Z WYBUCHEM MIESZANINY GAZOWEJ. Dlatego działania ratownicze w zidentyfikowanej strefie zagrożenia wybuchem nie mogą być realizowane na podstawie rozkazu przełożonego, a jedynie ochotniczo w warunkach odstąpienia od zasad powszechnie uznanych za bezpieczne. Myślę, ze niewielu strażaków ma wiedzę, że w kopalni (po wypadku) w przypadku utrzymującego się zagrożenia metanowego, pod ziemię nie zjeżdżają nawet ratownicy górnicy. Dlaczego więc strażak miałby to robić? Przecież jak każdy człowiek jest śmiertelny !!!

    Kilka lat temu razem z dr Ignacym Baumbergiem (ówczesnym koordynatorem rat-med. KG PSP) podjęliśmy próbę uregulowania tej sprawy w rozp. BHP poprzez inicjatywę jego nowelizacji. Niestety jak to u nas bywa i bywało, przedsięwzięcie to, tak ważne dla życia i zdrowia strażaków nie zakończyło się sukcesem.
    Nasz projekt dotyczył zmiany zapisów § 53 ust. 4. rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji z dnia 16 września 2008 r. w sprawie szczegółowych warunków bezpieczeństwa i higieny służby strażaków Państwowej Straży o treści:
    „W razie zagrożenia wybuchem kierujący akcją ratowniczą stosuje wszelkie możliwe środki zmniejszające ryzyko wybuchu oraz ogranicza do niezbędnego minimum liczbę strażaków znajdujących się w strefie zagrożenia”
    poprzez dopisanie po wyrazie „zagrożenia” zdania: „WSZYSTKIE DZIAŁANIA W STREFIE ZAGROŻENIA WYBUCHEM NALEŻY TRAKTOWAĆ JAKO DZIAŁANIA REALIZOWANE W WARUNKACH ODSTĄPIENIA OD ZASAD POWSZECHNIE UZNANYCH ZA BEZPIECZNE”,
    oraz zmiany brzmienia § 55. ust 1. o treści:
    Przed wejściem do strefy zagrożenia strażak:
    1) sprawdza funkcjonowanie sprzętu ochrony dróg oddechowych, a w szczególności urządzeń do otwierania dopływu powietrza, tlenu lub innego czynnika oddechowego, szczelność przylegania maski, szczelność połączeń i złącz oraz wskazania przyrządów określających stan ciśnienia;
    2) uruchamia sygnalizatory bezruchu;
    3) potwierdza swoją gotowość dowódcy, w tym sprawność systemu łączności i sprzętu ochrony dróg oddechowych;
    4) przygotowuje ewentualne drogi ewakuacji
    poprzez dopisanie do pkt. 2) po wyrazie „ bezruchu” sformułowania: „I EKSPLOZYMETR”
    oraz zmianę zapisu pkt. 4) na „ PRZYGOTOWUJE DROGI EWENTUALNEJ EWAKUACJI”

    Cóż rzec? Strażaku chroń się sam i korzystaj ewentualnie z rad starszego kolegi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ignacy b: Po wybuchu, w wyniku którego poszkodowane zostały 2 kobiety (jedna potem zmarła) i strażacy, którzy działali w strefie zagrożenia (co sygnalizował eksplozymetr), zapytałem dygnitarzy z KG - jak interpretować sygnały eksplozymetru. Obaj odpowiedzieli:" jak ratowanie życia, to wchodzić!" Typowe podejście "generalskie" - zdarzają się straty bezpowrotne i już... No to zapytałem, co będzie, kiedy strażak, 2 lata do emerytury, córka na studiach, odmówi wejścia do strefy zagrożenia wybuchem, z uwagi na zagrożenie wybuchem? czy zostanie ukarany za odmowę wykonania polecenia? Czy może dowódca szafujący życiem podwładnych będzie miał kłopoty? A może dowódca wejdzie do strefy? A może ktoś z KG? Odpowiedzi nie ma do dzisiaj,a próby zmian legislacyjnych skończyły się jak powyżej.... Na szczęście wielu strażaków pytanych o sprawę odpowiada, że poczekają na efekt wentylacji czy spadek stężeń z innych powodów.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

STRAŻACY UBRANI W PRZEKRĘT?!

Zdjęcia ze strony:https://www.behance.net/gallery/12324165/AFA-Powered-Exoskeleton-Suit-for-Firefighter Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że szczególnie bliski jest mi temat ochrony osobistej strażaków. Temat rzeka, ale niesłychanie ciekawy dotykający każdego ratownika. Ale jeszcze śmielej można powiedzieć, że w polskich realiach temat postawiony na głowie, „zaimpregnowany” od dobrych rozwiązań w związku z tym najprostsza w tej dziedzinie sprawa urasta tu do mega problemu. W ostatnim wpisie dotyczącym sygnalizatorów bezruchu wspominałem nawiązania do tradycji głębokiego PRL. W przypadku ubrań szczególnie wyjściowych można by spokojnie przeprowadzić analogiczny wywód. My jednak dzisiaj skupimy się na tzw. ubraniach specjalnych, które poprawnie powinny być określane jako ubrania ochronne strażaka (zwanych w dawnych czasach ubiorem specjalnym lub odzieżą specjalną) zaczynając od początków PSP czyli roku 1992 i rozporządzenia MSW w sprawie umundurowania strażaków PSP [1]. http://prawo.sejm.g…

MISTERNA GRA OPERACYJNA

HYDRA 
Wikipedia: Hydra (stułbia) - rodzaj stułbiopławów, „Wyróżnia się szczególną zdolnością odtwarzania uszkodzonych części ciała, dzięki czemu nigdy nie umiera śmiercią naturalną”
Bardzo udany sezon wakacyjny dobiega końca. Słońca w tym roku nie brakowało więc większość urlopowiczów wróciła nie tylko z pełną opalenizną ale i wyśmienitymi humorami. W tak zwanym międzyczasie dzięki brawurowej akcji gaszenia pożarów w Szwecji przez polskich strażaków jednym skokiem wkroczyliśmy do grona najlepszych (jeśli nie najlepszych w ogóle) formacji ratowniczych w Europie. Jak widać (i słychać) słońce nie tylko opala, ale ma także charakter silnie destrukcyjny (co nie jest oczywiście żadną tajemnicą dla inżynierów zajmujących się technikami materiałowymi). Okazuje się, że o ile gaszenia to możemy uczyć całą Europę, to już jeśli chodzi o odzież ochronną (czy szerzej środki ochrony indywidualnej) to tkwimy w głębokiej zapaści. I wcale nie chodzi o to, że nie mamy do dyspozycji odpowiednich ochron. Ch…

CZAS UCIEKA WIECZNOŚĆ NIE CZEKA!

Minęło niespełna 3 tygodnie od mojego ostatniego wpisu dotyczącego nowych ubrań specjalnych i „programów naukowych” dla bezpieczeństwa. Postawiłem w nim tezę, że plany kierownictwa KG zawierają jakąś karkołomną grę operacyjną, która nie da pozytywnych skutków i będzie trudna do szybkiego, uczciwego oraz rozsądnego wdrożenia. Nie wiem czy centrala przejmuje się czymkolwiek i czy blogosfera jest w stanie zakłócić jej proces myślowy, ale wydaje się, że jednak są jakieś efekty wołania o odrobinę rozsądku. Wprawdzie nie usunięto błędu, nazwijmy go pierworodnym, związanego z pionierską koncepcją dwóch kurtek i jednych spodni (2+1), ale za to wycofano się na całej linii z ustalania praktycznie jakichkolwiek wymagań dotyczących ubrań co było moim głównym postulatem. Ja wiem dobrze, że nie była to reakcja na ten postulat a raczej twórcze obejście procesu notyfikacji przepisów ale mniejsza o to. Spróbuję jednak przeprowadzić częściową analizę prowadzonej operacji zmian przepisów. Postaram się t…