wtorek, 9 stycznia 2018

"WIELKIE NIESZCZĘŚCIE DLA NAS…….."

Witając nowy rok zostaliśmy zaszczyceni oficjalnym wywiadem komendanta głównego PSP dla publicznego radia, w którym to próbuje on w typowy dla siebie sposób, uprawiać propagandę sukcesu aby przykryć słabość systemu, którym zarządza. 
Jakieś cyfry, jakieś kwoty, wielkie zakupy i przebudowa, jakieś działania, z których to niby ma wynikać, że jest bardzo dobrze a będzie jeszcze lepiej. Tymczasem jak rozebrać wszystko na czynniki pierwsze, to w całej okazałości wychodzi postępujący rozkład formacji i co jeszcze gorsze beznadziejna słabość systemu. Stałym czytelnikom mojego bloga i profesjonalnym ratownikom chyba nie muszę tego nazbyt mocno tłumaczyć, bo znają to z praktyki. Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na jeden z krótkich wątków wypowiedzi komendanta głównego PSP, w którym wyraził się on takimi oto słowami -  "Wielkie nieszczęście dla nas...Dla nas była to wielka tragedia". Chodzi oczywiście o śmierć dwóch naszych kolegów ratowników z Białegostoku.
Tak się złożyło, że jakiś czas temu jeden z czytelników mojego bloga podesłał mi  link do „interpelacji poselskiej nr 6207 w sprawie przyczyn śmierci dwóch strażaków Państwowej Straży Pożarnej podczas gaszenia pożaru w hali magazynowej w Białymstoku”. Jak wszyscy strażacy pamiętają tragedia rozegrała się w dniu 25 maja 2017 roku. Niebawem więc minie 8 miesięcy a strażacy w Polsce kompletnie nic nie wiedzą na temat przyczyn tej tragedii. W poniższym linku jest też odpowiedz pana wiceministra przygotowana prawdopodobnie przez aparat urzędniczy 01 KG.
Z odpowiedzi wiceministra wynika, że prawdopodobnie postawiono go w niekomfortowej sytuacji. Mam nadzieję, że panowie posłowie nie dadzą się tak łatwo zwieść semantyką urzędniczą i dalej będą dążyć do wyjaśnienia tej niezwykle ważnej dla naszej służby sprawy. Ja jednak, będąc strażakiem nie dam się zbić z tropu i na podstawie przytoczonych wyżej dokumentów postawię kilka dodatkowych pytań.
Oto one:
  1. Który zapis załącznika nr 13 do rozp. o organizacji krajowego systemu ratowniczo gośniczego (ksrg) obliguje wykonującego analizę działań ratowniczych do uwzględnienia badań histopatologicznych i toksykologicznych osób zmarłych w przebiegu zdarzenia?
  2. Jaki wpływ na ustalenie przebiegu oraz ocenę działań ratowniczych, w aspekcie organizacyjnym i taktycznym, mają wyniki pośmiertnych badań  histopatologicznych? https://pl.wikipedia.org/wiki/Badanie_histopatologiczne
  3.  W ilu zleconych przez KG PSP, w ciągu ostatnich 10 latach, analizach działań ratowniczych, uwzględniano wyniki pośmiertnych  badań histopatologicznych osób poszkodowanych?
  4. Jeśli wyniki te uwzględniano, to na zmianę jakich rozwiązań organizacyjnych i taktycznych one wpłynęły (zmiana procedur)? 
Odpowiedź na tak postawione pytania jest oczywiście prosta bo co innego śledztwo prokuratorskie a co innego analiza zdarzenia, która winna być wykonana niezwłocznie.

Prawdopodobnie po ujawnieniu analizy pojawi się, szereg dalszych pytań, szczególnie w aspekcie czasów operacyjnych i przyjętych w tej akcji rozwiązań taktycznych. Niestety nie ma pewności, że to kiedykolwiek nastąpi więc ja zadam je teraz na podstawie informacji z przytoczonych dokumentów.
1.  Czy strażacy tworzący na miejscu zdarzenia rotę pracującą w strefie zagrożenia mieli „na co dzień” możliwość ćwiczenia w ramach jednej roty? Strażacy którzy zginęli, byli bowiem z różnych zastępów, stacjonujących w różnych obiektach (posterunek JRG1 i JRG1)?
2.  Z uwagi na równorzędny stopień służbowy i staż służby strażaków roty ratowniczej (która zginęła) według jakich kryteriów i czy w ogóle wyznaczony został przodownik roty? Kto tego dokonał i jakie powierzył tej rocie zadania do realizacji?
3.   W jaki sprzęt była wyposażona rota asekuracyjna i w jaki sposób przebiega obecnie w ksrg szkolenie w zakresie RIT - Rapid Intervention Team?
a) czy w programie szkolenia/doskonalenia zawodowego, zatwierdzonym przez komendanta głównego, ujęte były zagadnienia związane z wzywaniem pomocy?
b) czy programy szkolenia/doskonalenia zawodowego, zatwierdzone przez komendanta głównego obejmowały zagadnienia pracy w rocie asekuracyjnej (przepisy BHP wymagają wyznaczenia dwóch strażaków do asekuracji)?
c) czy programy szkolenia/doskonalenia zawodowego dla dowódców, zatwierdzone przez komendanta głównego, obejmowały zagadnienia związane z dowodzeniem w sytuacji gdy poszkodowany jest strażak? 

Niezorientowanym podpowiadam, że takowych programów według mojej wiedzy nie ma.

4.  Czy na potrzeby tej akcji ratowniczej ustalone zostały sygnały i inne środki alarmowe na okoliczność natychmiastowej pomocy strażakom przebywającym w strefie zagrożenia?

I na koniec dwa ostanie pytania o znaczeniu fundamentalnym:

  1. Czy KG PSP uwzględniając ewentualne wnioski z tej akcji zamierza w trybie pilnym przygotować systemowe rozwiązania organizacyjne dla całego ksrg, w zakresie szkoleń strażaków i późniejszej okresowej recertyfikacji tych szkoleń, w obszarze RIT- na wzór kwalifikowanej pierwszej pomocy?
  2. Czy KG PSP zdaje sobie sprawę, że w przypadku błędów systemowych przy prowadzeniu działań ratowniczych w pierwszej kolejności jest sama odpowiedzialna za taki stan rzeczy?
Pan wiceminister poinformował posłów, że czas oczekiwania na wyniki badań pośmiertnych (aktualnie przekraczający już pół roku) jest czynnikiem wpływającym  na termin zakończenia analizy działań ratowniczych. Przypomina mi to wypisz wymaluj narrację rosyjską w sprawie zwrotu wraku „samolotu smoleńskiego”, z której wynika, że warunkiem koniecznym zakończenia śledztwa jest posiadanie przez 8 lat szczątków rozbitego samolotu. 

Zginęło dwóch strażaków - to tragedia nie tylko dla bliskich zmarłych, ale także dla całej naszej społeczności ratowniczej. Minęło ponad pół roku i nadal nie wiadomo, jaki był przebieg wydarzeń, nadal nie ma wniosków. Istnieje więc duże ryzyko, że sytuacja się może powtórzyć. Czy ofiara życia dwóch młodych ratowników poszła na marne?
Ciekawe, jak długo przyjdzie nam jeszcze czekać na informacje o tym zdarzeniu? A może KG PSP podpowie wiceministrowi, że dla „dobra sprawy” informacje należy utajnić a wszelkie zapytania traktować jako „napaść” na centralne organy administracji państwowej?

Strażaków ratowników nie obchodzą badania tkanek kolegów, którzy zginęli. Ich interesuje to, jakie wnioski wyciągnęła „centrala” i czy system skorygował cokolwiek w swoich procedurach w tym zakresie. Już sama reakcja na zdarzenie, rozciągnięta w czasie na kilka miesięcy, pozwala ocenić sprawność systemu. Czyny a nie słowa komendanta głównego w mediach, definiują jaki jest nasz system ratowniczy. W tym kontekście proszę porównać reakcję londyńskiej straży pożarnej na ostatni tragiczny pożar budynku mieszkalnego i natychmiastową zmianę procedur. U nas system się zawiesił a takie tragedie jak na dłoni pokazują w całej rozciągłości jego wyimaginowaną potęgę (począwszy od wyposażenia, taktyki, kompleksowości i skuteczności procedur).

Czy tragedii można było uniknąć?

To bardzo trudne pytanie ale z cała stanowczością odpowiem, że moim zdaniem, można było ograniczyć zdecydowanie ryzyko jej wystąpienia. Jak wspominałem wielokrotnie na swoim blogu, komendant główny rok wcześniej (lipiec 2016) dostał na swoje biurko (zlecony zresztą przez siebie) gotowy projekt Regulaminu rozwinięć samochodów ratowniczo-gaśniczych - dokument, który był tak naprawdę pierwszą od bardzo wielu lat próbą ujednolicenia procesu szkolenia oraz doskonalenia zawodowego w zakresie „zapomnianej” taktyki gaszenia pożarów, na której podobno znają się wszyscy. Celem nadrzędnym tego opracowania było jednak wystandaryzowanie działań ratowniczych
Proponowane rozwiązania, w tym szczegółowe określenie ról poszczególnych członków zespołów ratowniczych, były próbą uporządkowania akcji ratowniczej jako procesu, którego złożoność wymaga od jej uczestników skoordynowanego działania zespołowego. Jakby Regulamin został zatwierdzony, miałby bezpośrednie przełożenie na stosowanie proponowanych rozwiązań taktycznych i podniesienie standardów bezpieczeństwa w działaniach ratowniczych. Jako dowód przytoczę kilka cytatów z przedmiotowego dokumentu:

Wprowadzono ujednolicone karty pracy w aparatach powietrznych butlowych (APB) z wyszczególnieniem roty asekuracyjnej
Wprowadzono także nowy sygnał ostrzegawczy w sytuacji zagrożenia ratowników zwany „Fanfara”
W momencie przedkładania Regulaminu komendantowi głównemu PSP, przez przewodniczącego zespołu st. bryg. dr Grzegorza Stankiewicza (ówczesnego komendanta SA w Poznaniu), komendant główny podzielał zdanie wszystkich członków zespołu, że dokument ten jest potrzebny służbie. Sposób wdrożenia Regulaminu, który określił komendant główny poprzez zainicjowanie procesu recenzji tego dokumentu w kraju a następnie wprowadzeniu go w szkołach, celem sprawdzenia prawidłowości jego zapisów zanim trafi do JRG, został przez zespół opracowujący dokument bardzo dobrze odebrany. Posunięcie to wskazywało na chęć ostrożnego wprowadzania przez komendanta głównego rozwiązań innowacyjnych, które zawsze należy traktować z ograniczonym zaufaniem, choćby intencje ich autorów były najlepsze. Zespół to rozumiał, zdając sobie sprawę z wrażliwości materii nad którą pracował. Z pokorą i wdzięcznością odebrał też recenzje z kraju i nie miał najmniejszych wątpliwości, że spowodowały one wzmocnienie opracowywanego dokumentu, zarówno od strony merytorycznej jak i samej metody czyli pomysłu na jego końcowy kształt. Co się zatem stało, że proces jego wdrażania został zatrzymany? Co spowodowało diametralną zmianę stanowiska komendanta głównego względem tego opracowania? Odpowiedzi na te  pytania należy szukać w stanowisku ówczesnego kierownictwa KCKRiOL (z dyr. st. bryg. Tadeuszem Jopkiem), które nie dość, że swoje uwagi przesłało z opóźnieniem (po określonym przez komendanta głównego czasie ich wnoszenia), to w żaden sposób nie można było tych uwag określić jako konstruktywną krytykę. Zawarte w nich sformułowania wskazywały przede wszystkim na fundamentalne różnice w postrzeganiu organizacji działań ratowniczych pomiędzy kierownictwem KCKRiOL a członkami zespołu będącymi długoletnimi praktykami. Trudno zatem było mówić o jakimkolwiek kompromisie w kwestii zapisów Regulaminu a na propozycję zespołu na wymianę argumentów „twarzą w twarz” nie było odzewu. Tym sposobem niezwykle ważny dla sanacji systemu dokument tkwi gdzieś w jednym z segregatorów urzędu komendanta głównego a awans dyrektora KCKRiOL na zastępcę komendanta głównego PSP zbiegł się z końcem kariery zawodowej wielu ludzi, w tym przewodniczącego zespołu. 
Ja rozumiem, że można mieć inne zdanie lub odmienny pogląd na jakąś kwestę ale nie rozumiem, dlaczego "wyrzuca się do kosza" czyjąś pracę nie mając samemu nic w zamian. Gra idzie przecież o sprawy fundamentalne dla służby. Pewnie przebija przeze mnie rozgoryczenie ale mam do niego prawo, ponieważ byłem członkiem tego zespołu, a jako że jestem od dwóch lat w stanie spoczynku, moja praca przy tym opracowaniu miała charakter czysto społeczny.
Nie da się ukryć, że opracowane przez zespół Regulaminy i będące ich konsekwencją Standardy wyposażenia samochodów ratowniczo - gaśniczych, „zabolały” wielu zwolenników utrzymania obecnego status quo. Może uznano, że specjaliści od public relations poradzą sobie z każdym nieszczęściem i dramatem w służbie. 

W strukturze hierarchicznej odpowiedzialność za działania niezgodne z zasadami spoczywa na łamiącym te zasady, zaś za brak tych zasad odpowiada ten, na barkach którego złożony został obowiązek ich opracowania, następnie wdrożenia i egzekwowania. 
Jeśli ktoś jest tu sędzią we własnej sprawie, możemy się domyśleć, czyjej odpowiedzialności  analiza zdarzenia w Białymstoku (jeśli w ogóle powstanie i ujrzy światło dzienne) nie uwzględni. Nie dajmy się na to nabrać. Niepotrzebne ofiarowanie życia nie jest drogą do prawdziwej ratowniczej chwały!

PS. Dla zainteresowanych link do pełnej wersji projektu Regulaminu rozwinięć samochodów ratowniczo-gaśniczych.

sobota, 30 grudnia 2017

„PROFESJONALNY” LEKKI SAMOCHÓD ROZPOZNAWCZO-RATOWNICZY - TYPU SLRr W POLSKIEJ STRAŻY POŻARNEJ, CZY MOŻE PICK-UP Z REKLAMÓWKĄ KLAMOTÓW?


Od prawie dwóch lat jestem już "młodym" emerytowanym strażakiem, który nieco z boku obserwuje efekty działań "dobrej zmiany w straży pożarnej". Tak się złożyło, że przez większość lat swojej służby miałem zaszczyt być dowódcą jednostki ratowniczo-gaśniczej oraz brałem udział w pracach wielu zespołów Komendanta Głównego PSP, starając się coś zmieniać na lepsze. Już będąc poza służba, wsparłem także swoim doświadczeniem, zespół do opracowania Regulaminu rozwinięć samochodów ratowniczo-gaśniczych, którego prace nie zostały potraktowane poważnie i mówiąc delikatnie nie znalazły szerokiego zrozumienia wśród obecnego kierownictwa KG PSP. Były także i inne przykre konsekwencje prac tego Zespołu ale te zostawmy na boku. Wszystkie te czynniki spowodowały, że z wielkim zainteresowaniem śledzę te "lepsze" prace samego kierownictwa i z wypiekami na twarzy czytam jak powinny wyglądać porządne i właściwie opracowane standardy. Tak się ciekawie złożyło, że KG PSP pracuje właśnie nad standardem samochodu SLRr, który na roboczo oznaczono kodem standard nr 28! Sam numer wskazuje, że "dzieło" korzysta z wieloletnich tradycji „dobrych czy bardzo dobrych opracowań” i oczywiście za każdym razem wznosi się na wyższy poziom. Tak oczywiście powinno być, ale zaraz koleżanki i koledzy będą  mogli sami wyrobić sobie właściwy pogląd czy tak właśnie jest. Standard nr 28 to standard samochodu dla dowódcy!!! - to jest mój temat i dlatego się do niego odniosę, ale pozwólcie, że na wstępie napiszę jeszcze kilka słów dotyczących samych standardów. 
W 2016 r. na biurko Komendanta Głównego PSP trafiły projekty nowych standardów wyposażenia podstawowych pojazdów ratowniczych straży pożarnej. Były one konsekwencją i skutkiem prac zespołu kierowanego przez st. bryg. dr Grzegorza Stankiewicza - Komendanta SA PSP w Poznaniu (obecnie już w stanie spoczynku) nad wspomnianym wyżej dokumentem tj. Regulaminem rozwinięć samochodów ratowniczo-gaśniczych
Prawidłowe wywiązanie się z powierzonego Zespołowi zadania napisania Regulaminu, musiało w konsekwencji zamknąć się zagadnieniem związanym ze sprzętem. Zespół, którego byłem członkiem swoje zadanie wykonał w oparciu o swoją najlepszą wiedzę popartą wieloletnim doświadczeniem w zakresie praktycznego ratownictwa i nauki zawodu strażaka. W trakcie prac analizowano zagadnienie w sposób bardzo szeroki, ze szczególnym uwzględnieniem realnych potrzeb ratowników przy prowadzeniu akcji. Można oczywiście było dyskutować o szczegółach i analizować zagadnienie w różnym świetle, jednak moim zdaniem praca Zespołu była kompletna i co najmniej od roku powinna ona stanowić istotny element sanacji tego obszaru działań w polskiej straży pożarnej, stanowiąc jednocześnie zaczyn do dalszych przedsięwzięć w celu profesjonalizacji służby. Niestety po wywiązaniu się Zespołu ze swojego zdania rzeczowej dyskusji nie było a tak ważny dla formacji dokument utkwił prawdopodobnie w jednej z szaf urzędu komendanta głównego.
Dlaczego tak się stało? Może dlatego, że Zespół uznał jako bezsporne, że aktualnie obowiązujący wykaz wyposażenia naszych pojazdów istotnie odbiega od funkcjonujących w Europie standardów i został poddany wieloaspektowej analizie krytycznej. Analiza ta jednak była warunkiem koniecznym do wypracowania projektów właściwych i optymalnych rozwiązań, dających szansę  na podniesienie jakości i bezpieczeństwa działań ratowniczych.
Dla członków zespołu sprawą oczywistą i nie podlegającą wątpliwości był fakt, że w takiej formacji jak straż pożarna wypracowanie dobrych standardów wyposażenia poszczególnych pojazdów jest sprawą niezbędną i niezwykle oczekiwaną.

We wnioskach Zespołu podkreślano, że dobre i precyzyjne opracowanie aspektów standaryzacji wyposażenia pojazdów, pozwoliło by wygenerować bardzo duże oszczędności w zakupie sprzętu. Zauważono bowiem, że duża część zakupów realizowanych w ostatnich latach była niecelowa, wykluczająca uzyskanie właściwych efektów operacyjnych, a dodatkowo generująca wydatki bieżące w postaci utrzymania sprzętu i dodatkowe koszty kubaturowe, które stały się konsekwencją tych zakupów. Zapewne skumulowana wielkość strat z tym związanych znacznie przewyższa w perspektywie kilkuletniej koszty wprowadzenia dodatkowego wyposażenia do nowych standardów. Osobną kwestią jest to czy można oszczędzać przy akcjach ratowniczych i gdzie jest granica, przy której aspekt ekonomiczny przeważa nad aspektem społecznym czy bezpieczeństwem ratowników. Zespól wykazał także, że nie można zasłaniać oczu, kiedy mamy do czynienia z powszechnym generowaniem kosztów związanych z dysponowaniem do akcji większej liczby samochodów (często kilkudziesięciu) co jest ewidentnym następstwem braku docelowego wyposażenia pojazdów podstawowych będących bazą systemu. Duża liczba tych zbędnych wyjazdów to błędy w wyposażeniu pojazdów.
Ponadto wydaje się łatwym do uzasadnienia teza, że oszczędzanie na wyposażeniu podjazdów podstawowych nie powinno znajdować szerszego poparcia w formacji ratowniczej pragnącej działać szybko i na najwyższym możliwym poziomie.
Zespół odnosząc się do kwestii technicznej realizacji obecnych zabudów naszych pojazdów ratowniczych w dużym uproszczeniu doszedł do wniosku , że nasze pojazdy w części sprzętowej wożą głównie przysłowiowe powietrze, a samo rozmieszczenie sprzętu i zastosowane sposoby dostępu do niego (nieefektywne gospodarowanie kubaturą zabudowy) są jednym ze słabszych elementów zabudowywanych pojazdów. Obecnie obserwowane problemy z przeciążeniem bardzo dużej ilości samochodów w PSP są właśnie pokłosiem źle opracowanych standardów lub ich braku


Kupowano i kupuje się słabo wyposażone samochody, następnie stopniowo je doposaża, co przy stosowanych nieodpowiednich podwoziach musiało wygenerować ten problem. Jest to właśnie też istota sprawy, którą wykazał Zespół. To także najlepszy przykład tego, jakie problemy i w jakiej skali implikuje zły standard. 

Standard „lekkiego samochodu rozpoznawczo-ratowniczego, typu SLRr na bazie pick-upa" według KG PSP.

Czy KG PSP wyciągneła jakiekolwiek wnioski z prac Zespołu? No niestety nie i dalej nie ma „światełka w tunelu”. Jaskrawym przykładem dalszego braku zrozumienia problematyki dobrej standaryzacji jest nieudolna próba „wystandaryzowania” (według starych schematów) samochodu specjalnego, notabene  bardzo potrzebnego polskiej straży pożarnej tj „lekkiego samochodu rozpoznawczo-ratowniczego, typu SLRr na bazie pick-upa. Samo podwozie, jego trakcja i przestrzeń ładunkowa dają bardzo duże możliwości aranżacji zabudowy w zależności od potrzeb obszaru chronionego użytkującej go jednostki straży. Wystarczyło mieć tylko wizję i parę pomysłów jaką rolę taki pojazd mogłyby pełnić w polskim systemie ratowniczym. Niestety to, co po raz kolejny pokazała KG świadczy o tym, że ma to być kolejny samochód na sztukę, tylko za dużo większe pieniądze niż SUV, czy zwykłe podwozie standardowej osobówki typu sedan czy kombi. Powiem szczerze, to bardzo rozczarowujące, że tak dobre podwozie i trakcja auta, według KG w zasadzie ma służyć do przewożenia sprzętu który zmieści się w podręcznej reklamówce i ciągnięcia przeczep.
Oczywiście, ktoś powie, że standard KG PSP to minimum i nikt nikomu nie zabroni kupować pickupów, które oprócz transportu ratowników zdolne będą podjąć samodzielne działania ratownicze we wstępnej fazie akcji ratowniczej, być uzupełnieniem sprzętowym pojazdów wyjeżdzających jako pierwsze czy też być mobilnym centrum operacyjnym dla dowódcy poziomu interwencyjnego i taktycznego. Taka szansa była by oczywiście przy odpowiednio ustawionych standardach ale jak widać nie ma na nie szans przy obecnym toku rozumowania obecnego kierownictwa. W takim razie po co opracowuje się standardy do niczego nieprzydatne? Czy tylko po to by markować jakąś pracę? Kto jednak zna realia PSP to wie, że nikt poza standard się nie wychyli a decydenci nie dadzą po prostu dodatkowych środków na „z głową” zabudowanego i wyposażonego pickupa „osadzonego w taktyce” czy zagrożeniach danego obszaru chronionego. Będzie zatem tak ja na załączonym zdjęciu i poniższych linkach "goło ale wesoło".


Doprawdy trudno jest komentować standard zaproponowany przez KG bo w zasadzie nie ma o czym „rozmawiać” ale warto się chociaż odnieść w "dwóch zdaniach" do proponowanego wyposażenia. Skoro pojazd ma w nazwie „ratowniczy” to wypadało by aby posiadał na swoim wyposażeniu chociażby zestaw PSP R1 (przywołany w linkach "przetarg łódzki" jak widać nie będzie zgodny z proponowanym standardem), aby załoga mogła udzielić kwalifikowanej pierwszej pomocy ewentualnym poszkodowanym (którymi mogą też być przecież strażacy). Nierozumianym jest też brak na wyposażeniu pojazdu podstawowych środków ochrony indywidualnej umożliwiających ochronę dróg oddechowych. Jak zatem autorzy tego standardu wyobrażają sobie prowadzenie przez załogę np. monitoringu atmosfery w zakresie gazów toksycznych czy strefy o obniżonej zawartości tlenu? Brak podstawowego sprzętu do oświetlenia terenu akcji, jakichkolwiek narzędzi ratowniczych czy opisu sygnalizacji świetlno-dźwiękowej tego pojazdu nie zostawia złudzeń co do przyszłej wartości bojowej tego auta. Będzie to kolejny pojazd do „prezentacji” tylko za większe pieniądze.
Czy zatem polską straż pożarną stać jest na dobre pickupy, które były by uzupełnieniem pojazdów pierwszowyjazdowych a ze względu na swoją trakcję umożliwiały dotarcie tam gdzie nie wiedzie „wóz bojowy”? Oczywiście tak ale do problematyki ich standaryzacji należy podejść „z głową” zupełnie inaczej jak to proponuje KG. Moim zdaniem należało by wypracować dwa trzy standardy wyposażenia takich pojazdów ze sprzętem i wyposażeniem adekwatnym do potrzeb obszarów chronionych w których byłyby użytkowane. Np. wersja „techniczna”, wersja „gaśnicza” czy wersja dla grup specjalistycznych (wysokościowa, wodno - nurkowa, poszukiwawcza). Część wyposażenia powinna być oczywiście wspólna dla wszystkich wersji a podstawowym modułami tego wyposażenia powinno być:
·         Moduł podstawowych środków ochrony indywidualnej dla dwóch ratowników
·   „Mobilne centrum operacyjne” - czyli moduł zapewniający skuteczną i efektywną łączność radiową i bezprzewodową umożliwiający także dostęp do szerokiej bazy danych dla KDR poziomu taktycznego bo to ma być przede wszystkim pojazd dla niego.
·         Moduł oświetlenia terenu akcji ratowniczej
Nie jest moim celem w tym krótkim wpisie standaryzować strażackie pickupy (wartość intelektualna ma też swoją cenę w cywilizowanym świecie) ale z litości podsuwam podstawowe pomysły w jakim kierunku powinna pójść ta standaryzacja, bo trudno jest mi się pogodzić z sytuacją, gdzie za publiczne pieniądze, kolejne pojazdy o dużym potencjale zabudowy i wyposażenia będą w straży pożarnej „wozić powietrze”. 

I tak dalej i tak dalej........

Na końcu postawię jeszcze parę pytań:

1. Jaki jest sens produkowania tak miernych standardów nie prowdzących do niczego dobrego?
2. Dlaczego profesjonalna służba jaką chce być PSP nie incjuje prac w zakresie standardów w postaci Polskich Norm tak jak robią to wszystkie cywilizowane kraje? Kiedy ostatnio powstała jakaś norma strażacka?
3. Dlaczego tych cudownych standardów nikt nie monitoruje, nie zmienia, nie udoskonala?
4. Ile jeszcze takich kiepskich opracowań musi powstać by komuś otworzyły się oczy, że ten relikt i sposób zarządzania nie jest w stanie wypracować niczego konstruktywnego, nadrabiając nieustannie pijarem oraz tanim poklepywaniem po plecach połączonym z tandetnym ględzeniem jacy to jesteśmy profesjonalni i najlepsi...?
5. I jeszcze ostatnie ale bardzo ważne pytanie - "Co by tu jeszcze spieprzyć Panowie, co by tu jeszcze spieprzyć....???"

PS. Wchodząc jednak nie tak bardzo optymistycznie w Nowy 2018 rok, życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga aby nastąpiło jednak „nowe otwarcie” na wiedzę i umiejętności w polskiej straży pożarnej oraz samych pięknych chwil połączonych z radością, które niesie nieznana przyszłość. Niech ona nas pozytywnie zaskoczy. Zatem, smacznego szampana i dobrej zabawy...

Poniżej kilka pomysłów na zabudowę pickupów (w zasobach internetu jest ich dużo)
Kosztem, kompletnie bez znaczenia jednego miejsca w siedzisku tylnego siedzenia, "mobilne centrum operacyjne" dla KDR.












środa, 20 grudnia 2017

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE AD 2017


Drodzy Czytelnicy, z okazji świat Bożego Narodzenia składam na Wasze ręce najserdeczniejsze życzenia. Niech to będzie czas spędzony w miłej atmosferze wśród Najbliższych. 

Mam nadzieję, że dalsze funkcjonowanie tego bloga będzie pomagać zainteresowanym wzbogacać swoją wiedzę aby polskie ratownictwo cechowało się wyższą jakością i skutecznością.

Tomasz Krasowski


piątek, 15 grudnia 2017

SZTUKA KOMPROMISU WYNIKAJĄCA Z WIEDZY – PARĘ SŁÓW O MEMBRANIE


Czy mamy świadomość, że dobre zarządzanie problematyką środków ochrony indywidualnej strażaka to sztuka kompromisu pomiędzy: ochroną termiczną, „oddychalnością” i komfortem noszenia? Jakie w tym wszystkim znaczenie ma membrana?
Strażacy podczas wykonywania swoich czynności często podejmują wysiłek fizyczny, który jest równy wysiłkowi fizycznemu wyczynowych sportowców. Jednak nasze ubrania, rękawice, byty czy hełmy nie mogą być tak lekkie i cienkie jak np. u narciarzy czy saneczkarzy. Muszą one (od komfortu noszenia po ochronę osobistą) w niektórych przypadkach spełniać sprzeczne wymogi, które zmuszają producentów do stosowania kompromisów. Na świecie od dziesięcioleci bada się złożone powiązania między oczekiwaniami strażaków z zapewnieniem im skutecznej ochrony i oddychalności ich środków ochrony indywidualnej a nowoczesnymi technologiami (materiały). Wszystko to ma na celu jeszcze głębsze zrozumienie wielu interakcji i ich konsekwencji.
Ubrania ochronne strażaków w większości wariantów zawierają trzy lub cztery warstwy tekstylne. Jest to: materiał zewnętrzny, zlaminowana z nośnikiem membrana, izolacja termiczna i podszewka. Taka konstrukcja zapewnia najlepsze połączenie różnych ważnych właściwości ochronnych jakie są pożądane przy wykonywaniu zawodu strażaka.

Materiał zewnętrzny i podszewka wewnętrzna zawsze tworzą ramę konstrukcyjną ubrania i są niezmienne w swoim położeniu aby spełniać wymogi normy PN-EN 469. Pozostałe warstwy (membrana, warstwa termoizolacyjna) mogą zmieniać swoje położenie względem ramy konstrukcyjnej. Dotyczy to również orientacji membrany. Ma to bezpośredni wpływ na oddychalność (wchłanianie wilgoci i odprowadzanie wilgoci) a tym samym na ochronę i komfort odzieży. Dlatego też ubrania wykonane z tych samych materiałów ale z różną orientacją membrany i warstwy termoizolacyjnej względem siebie osiągają różne współczynniki HTI 12/24, RHTI 12/24 i RET

Przykłady struktur warstwowych ubrania ochronnego zgodnego z PN-EN 469


Zatem zastosowane materiały i ich rozmieszczenie względem siebie ma kolosalne znaczenie dla parametrów całego ubrania. Budowa odzieży ochronnej pozostaje zadaniem złożonym, w którym należy wziąć pod uwagę szeroki zakres czynników wpływających aby osiągnąć oczekiwany przez nas efekt.
Główną i najważniejszą funkcją odzieży ochronnej strażaka jest jej ochrona termiczna. Odzież strażacka zawiera zatem w swojej strukturalnej budowie izolację termiczną, w której włókna tekstylne lub systemy splotów ułożone w taki sposób, że zawierają niezliczone drobne pory na powietrze i w ten sposób izolują przewodzenie ciepła na ciało. Ochrona termiczna (zabezpieczenie przed płomieniem i ciepłem promieniowania) działa najlepiej, gdy izolacja termiczna pozostaje możliwie sucha. Jeśli jest wilgotna lub nawet nasączona, traci swoje działanie. Energia cieplna jest wtedy doprowadzana do ciała do 23 razy szybciej, a ryzyko poparzenia wzrasta gwałtownie. Sytuacja taka jest możliwa w dwóch przypadkach. Jeśli np. woda gaśnicza lub deszcz zamoczą ubranie z zewnątrz, albo gdy ciepło i wysiłek fizyczny strażaka podczas użytkowania są tak wysokie, że pot ciała jest pochłaniany przez izolację termiczną oraz wilgoć i ta nie może być usunięta wystarczająco szybko na zewnątrz.
Niezależnie jednak od tego, czy strażak w danym momencie jest narażony na ekstremalne promieniowanie cieplne czy płomień, musi być zawsze równocześnie jak najlepiej chroniony przed wodą z zewnątrz i wodą od środka (przegrzaniem ciała). 
Wydolność fizyczna strażaka a komfort noszenia
Zwiększona waga ubrania spowodowana wodą wytwarzaną przez strażka w postaci potu zmniejsza jego komfort. Jest to poważny czynnik, który ingeruje w interakcję pomiędzy izolacją cieplną, barierę wilgoci i termoregulacją ciała. Aby utrzymać najwyższą możliwą wydolność strażaka, jego ciało musi być zatem chronione przed przegrzaniem. W przypadku wzrostu temperatury wnętrza ciała, w wyniku wysiłku i wysokich temperatur otoczenia, pot z powierzchni skóry musi odparować. To odparowanie odprowadza energię cieplną z ciała i ochładza je. Pocenie w postaci ciekłej nie pochłania prawie żadnej energii cieplnej i dlatego powinno być szybko usuwane na zewnątrz bez osadzania się w warstwie odzieży, zwłaszcza w izolacji termicznej.
Zdolność oddychania odzieży jest zatem niezwykle ważna nie tylko dla zapewnienia wysokiego poziomu bezpieczeństwa termicznego ale także komfortu noszenia. Odparowany pot powinien być w stanie jak najszybciej przeniknąć przez wszystkie warstwy ubrania. Chłodzenie skóry działa skuteczniej, gdy odparowywany pot przenika w błonę membrany tak blisko ciała jak to tylko możliwe i jest odprowadzany na zewnątrz poprzez oddychającą warstwę zewnętrzną.
Membrana – jej orientacja „do wewnątrz” lub „na zewnątrz”
Dzisiejsze ubrania ochronne strażaków zmniejszają ryzyko zwilżenia izolacji termicznej dzięki barierze chroniącej przed wilgocią, tj. wodoodporną i jednocześnie przepuszczającą parę wodną (oddychającą) membranę. Z uwagi na swoją „delikatność” i aby uzyskała ona postać spoiwa materiałowego, membrana jest zawsze laminowana na podłoże tekstylne. Tworzy skuteczną barierę pomiędzy wewnętrznymi warstwami ubrania a materiałem zewnętrznym przed przenikaniem wody i zanieczyszczeń, ale pozwala też na ucieczkę potu w postaci pary wodnej na zewnątrz.
Konstrukcja odzieży (układ komponentów), a tym samym ułożenie membrany w jej wnętrzu zależy przede wszystkim od wcześniejszej analizy ryzyka dla użytkownika i parametrów jakie chcemy osiągnąć na podstawie tej analizy. Tylko dzięki nim można podjąć zasadniczą decyzję o tym, gdzie w strukturze warstwowej odzieży membrana zapewni najwyższy kompromis pomiędzy ochroną termiczną a oddychalnością. Czy zorientowana na tkaninę zewnętrzną ("Membrana od zewnętrz", grafika 1), czy na ciało ("Membrana od wewnątrz", grafika 2)? Każdy wariant ma zalety i ograniczenia, które należy zawsze zważyć.
"Membrana od zewnętrz"
Struktura ubrania "membrana od zewnętrz" powoduje, że znajduje się ona bezpośrednio za tkaniną zewnętrzną i wyróżnia się przede wszystkim silną ochroną przed wilgocią zewnętrzną odzieży. Materiał nośny membrany i warstwa izolacyjna pozostają w dużej mierze funkcjonalne nawet przy „mokrym” pożarze wewnętrznym i dużej ilości wody deszczowej. Kolejną zaletą jest to, że można dobrać lżejszy ale szczelnie tkany materiał zewnętrzny odporny na działanie płomienia. Sprawia to, że ubiór staje się bardziej elastyczny i nawet silna wilgoć z zewnątrz tylko nieznacznie zwiększa jego wagę.
Wadą jest to, że w przypadku silnego pocenia się, wewnętrzna wyściółka pochłania pot i przenosi go na sąsiadującą warstwę izolacyjną oraz warstwę nośną membrany. Osłabia to ochronę cieplną. Ponadto waga odzieży wzrasta, gdy izolacja termiczna i materiał nośny membrany są namoczone, a wilgoć w postaci pary wodnej nie może szybko „uciec” na zewnątrz przez membranę. Efekt chłodzenia skóry jest zatem odpowiednio niższy. Schnięcie takiego ubrania też trwa dłużej.
"Membrana od wewnątrz"
Korzystniejszą pod tym względem oddychalności jest struktura warstwowa z membraną "od wewnątrz", tj. bezpośrednio opierającej się na warstwie termoizolacyjnej. Dzięki temu membrana wspomaga silniejsze oddawanie ciepła i odparowywanie wilgoci wyprodukowanej przez strażaka. Zapewnia, że duża część potu w postaci pary wodnej wydostaje się przez pozostałe warstwy na zewnątrz.
Zalety takiego rozwiązania redukowane są niestety poprzez możliwość nasączenia wodą z zewnątrz nośnika membrany przez co ochrona termiczna spada, oddychalność się zmniejsza a waga ubrania wzrasta.  Aby chronić nośnik membrany przed nasączeniem wilgocią od strony materiału zewnętrznego trzeba zatem dobierać cięższe i „bardziej szczelne hydrofobowo” tkaniny zewnętrzne co wiąże się oczywiście ze wzrostem masy.
Jednym z wariantów ułożenia membrany w ubraniu ochronnym jest jej ułożenie z nośnikiem bezpośrednio za podszewką, tj. przed warstwą termoizolacyjną (grafika 3). Zasadniczo, ten wariant ma te same zalety i wady co struktura warstwy z membraną "od wewnątrz" ale poprawia oddychalność odzieży. Zwiększa się natomiast  wnikanie wilgoci w materiał nośny i warstwę termoizolacyjną co przekłada się na komfort użytkownika i zmniejszenie ochrony cieplnej w przypadku odzieży mokrej.
Kompromisy dotyczące szczególnych wymagań
Wielorakie interakcje pomiędzy izolacją termiczną, położeniem membrany, termoregulacją ciała i warunkami pracy (umiarkowane lub nieoczekiwanie silne wydzielanie ciepła, jak np. w przypadku Flashover czy Backdraftu) silnie wpływają na funkcjonalność odzieży ochronnej strażaka.
W celu osiągnięcia właściwej równowagi oczekiwań należy zatem na podstawie analizy ryzyka określić jakie parametry mają być na najwyższym poziomie a jakie na poziomie akceptowalnym. Jak już taką decyzję podejmiemy producenci dobiorą nam materiały, które we właściwej orientacji względem siebie spełnią nasze oczekiwania.
Należy jednak pamiętać zawsze, że każde rozwiązanie stanowi kompromis w odniesieniu do konkretnych wymagań. Aby ocenić ich mocne strony w praktycznym zastosowaniu, opracowano różne procedury badań. Kluczowym parametrem tych badań jest wg normy PN-EN 449 „czas ucieczki” oparty o wzrost temperatury o 12° - odczuwalny ból skóry.
Współczynniki HTI 12/24 i RHTI 12/24 – określają ilość sekund jakie pozostały strażakowi na ucieczkę w przypadku nagłego stresu cieplnego, aby mógł wydostać się ze strefy zagrożenia bez obrażeń. Jeśli izolacja termiczna jest nasączona wodą, czas reakcji ulega skróceniu. Absorpcja wody obniża nie tylko ochronę termiczną, ale również konserwację odzieży bo suszenie wymaga więcej czasu. Dłuższy jest zatem czas osiągniecia przez odzież pełnych właściwości ochronnych.  
Firma Gore opracowała nowatorską technologię w konstrukcji odzieży strażackiej. Bazuje ona na zdobytej przez lata wiedzy i zmianach konfiguracji materiałowych, która zapewnia stabilność ochrony cieplnej nawet w sytuacjach pożarowych „na granicy” - gdy zbiegają się ze sobą różne niekorzystne okoliczności (duży bodziec energetyczny z wilgocią).
System GORE® PARALLONTM składa się z dwóch barier przeciwwilgociowych. Podszewka wewnętrzna i izolacja termiczna posiadają oddychającą, wodoodporną membranę po swojej zewnętrznej stronie. Jest to pierwszy przypadek, kiedy izolacja termiczna jest chroniona przed wilgocią z obu stron, bez wpływu na jej oddychalność.


GORE® wykonało testy porównawcze kompletnych ubrań (z identycznym materiałem zewnętrznym) z tą membraną, ze swoimi innymi powszechnie już stosowanymi membranami GORE-TEX®. Testy wykazały, że nastąpił znaczny postęp, bo ubrania z tą membraną zachowały oczekiwaną ochronę termiczną, bez względu na to czy materiał zewnętrzny czy podszewka zostały całkowicie nasączone wodą. Utrzymano zatem oczekiwany czas przenikania ciepła i „ucieczki”. Zachowana została dobra oddychalność, polepszona została za to ochrona termiczna w kontakcie z gorącymi powierzchniami. Zmniejszono absorpcję wody, przez całe ubranie dużo szybciej można użyć w akcji po procesie suszenia.
Innowacja ta stanowi kolejny krok w długim okresie rozwoju ubrań ochronnych strażaków. Dogłębna znajomość wielopłaszczyznowych oddziaływań pomiędzy ochroną cieplną a barierą wilgociową może w przyszłości przyczynić się do dalszej optymalizacji materiałów w produkcji odzieży strażackiej.

Legenda do tekstu:
HTI - płomień
Wskaznik przenikania ciepła HTI12- określa czas, po którym przy działaniu płomienia (plomien przożony z zewnatrz)  temperatura wzrasta o 12° (odczuwalny ból skóry)
Wskaznik przenikania ciepla HTI24 - określa czas, po którym przy działaniu płomienia (plomien przlozony z zewnatrz)  temperatura wzrasta o 24° (ryzyko oparzeń 2 stopnia)
Wkaznik przenikania ciepla HTI24-HTI12 - określa czas jaki pozostaje strażakowi od odczucia pierwszegolu do ucieczki bez oparzenia.


RHTI - promieniowanie
Wskaznik przenikania ciepła RHTI12 - określa czas, po którym przy działaniu promieniowania cieplnego  temperatura wzrasta o 12° (odczuwalny ból skóry)
Wskaznik przenikania ciepla RHTI24 - określa czas, po którym przy działaniu promieniowania cieplnego  temperatura wzrasta o 24° (ryzyko oparzeń 2 stopnia)
Wskaznik przenikania ciepla RHTI24-RHTI12 - określa czas jaki pozostaje strażakowi od odczucia pierwszego bólu do ucieczki bez oparzenia.


Opór pary wodnej „RET” (na odzieży oznaczony jako „Z”) - zdolność uwolnienia pary wodnej (potu) wytworzonego przez użytkownika. Im mniejszy RET tym lepsza oddychalność.  


niedziela, 3 grudnia 2017

Przebudzenie, rzeczywiste czy pozorne?

Jak „wieść gmina niesie” podobno dostrzeżono w KG PSP niezadowolenie strażaków z „nic nie robienia” w kwestii nowelizacji rozporządzenia o umundurowaniu strażaków PSP a co za tym idzie, braku ustanowienia nowych należności odnośnie wyekwipowania formacji w zasadnicze środki ochrony indywidualnej. „Obudziły” się związki zawodowe. No nareszcie, wszak to ich ustawowe zadanie. Nie mnie rozstrzygać, czy ich przebudzenie jest rzeczywiste czy pozorowane, niemniej jednak „coś w trawie piszczy”.
Problem jest poważny, bo minęło już dwa lata rządów nowej ekipy i pierwszy rok „konsumpcji” programu modernizacji służb mundurowych i ........ NIC. To kompletnie niezrozumiałe, bo do dyspozycji są dość duże środki finansowe, które jak zostaną sensownie wydane z pewnością umożliwiły by polskiej straży pożarnej, w końcu otwarcie „wrót Europy” i znaczny postęp w kwestii wyekwipowania ratowników w adekwatne do dzisiejszych zagrożeń środki ochrony indywidualnej.
Problemów i potrzeb zmian jest jednak tyle, że nie da się tego zrobić „z marszu”, bo stanie się tak jak przy poprzedniej ustawie modernizacyjnej. Pieniądze zostaną wydane a efekt będzie kompletnie niewidoczny dla formacji i co najważniejsze samych strażaków.
To że nasze ŚOI nie przystają do obecnej specyfiki zagrożeń a dodatkowo są niskiej jakości to nie trzeba nikogo przekonywać. Dzieje się tak pomimo wielu uregulowań prawnych, pionowej strukturze zarządzania w PSP i obecności w  "systemie" instytucji jaką jest CNBOP PIB. Taka organizacja ochrony ppoż. i ratownictwa w połączeniu z przepisami oraz normami unijnymi, powinny dawać gwarancję najwyższego poziomu zakupywanego sprzętu w zakresie ŚOI a jest zgoła odwrotnie. Dzieje się tak dlatego, że akty prawne obowiązujące w Polsce powodują, że wielu renomowanych producentów (krajowych i zagranicznych) nie oddaje swoich produktów do „badań” w CNBOP PIB (celem uzyskania świadectwa dopuszczenia) z prozaicznego powodu, że musieli by obniżyć jakość swoich wyrobów celem dostosowania ich do obowiązujących w Polsce „wymagań”. Stan ten mocno ogranicza też konkurencyjność. Należy zatem dokonać szerokiego audytu polskich aktów prawnych pod kontem wymagań i wprowadzić zmiany, które spowodują, że „polskie prawo strażackie” nie będzie blokadą dla postępu. Muszą się jednak za to zabrać właściwi ludzie (w tym eksperci z zewnątrz), bo nie wierzę, że sama KG PSP, CNBOP PIB i związki zawodowe są w stanie coś sensownego „wyprodukować” - to już przerabialiśmy nie raz.
Warto też przy tej okazji nie zapomnieć o higienie ŚOI strażaka i stworzyć rozwiania organizacyjne (m.in. zapewnić środki finansowe) umożliwiające ich profesjonalną konserwację i serwis – przecież tak wiele się teraz mówi o nowotworach wśród strażaków.
Aby przybliżyć swoim czytelnikom podstawową problematykę ŚOI (podstawy prawne, podstawowe wymagania itp.) przygotowałem dość obszerną prezentację, która jest do ściągnięcia w poniższym linku:
Znajdziecie w niej też, porównanie należności w zasadnicze środki ochrony indywidualnej strażaków angielskich i polskich. Do prezentacji pdf dołączone są też filmiki, które należy otwierać oddzielnie. Zapewniam, że są interesujące.

wtorek, 28 listopada 2017

Koincydencja czasowa czy „echo” mojej publikacji?


W ostatnim listopadowym (2017) numerze Przeglądu Pożarniczego ukazał się wywiad z dr inż. Pawłem Górskim pod tytułem „Strażaku chroń słuch”.
Z racji zainteresowań problematyką środków ochrony indywidualnej strażaka niezwłocznie przystąpiłem do jego lektury, w nadziei na pozyskanie dodatkowej wiedzy. Już jednak będąc na pierwszej stronie wywiadu zorientowałem się, że tytuł jest trochę niezgodny z treścią bo rozmowa z autorem skupia się raczej na sygnalizacji dźwiękowej pojazdów uprzywilejowanych niż na temacie ochrony słuchu strażaków.  W pierwszym momencie pomyślałem, że to koincydencja czasowa ale czytając dalej doszedłem do wniosku, że może być to „echo” mojej publikacji na blogu pod tytułem „CZY JESTEŚMY WIDZIALNI I SŁYSZALNI? Część druga - sygnalizacja dźwiękowa”
by nie powiedzieć mocniej jest to prawdopodobnie zawoalowana próba obrony braku działań systemowych w tym zakresie z drobnymi elementami dyskredytacji mojego opracowania. Moim skromnym zdaniem z tej próby niewiele wyszło i postawione cele nie zostały osiągnięte. Wręcz przeciwnie - wzmocniły jeszcze wymiar słabości rozwiązań systemowych w tym zakresie (a w zasadzie ich braku). Mam także tą odrobinę satysfakcji, że moja praca daje jednak duży oddźwięk – szkoda tylko, że autor tej prawdopodobnie płatnej publikacji nie spróbował na poważnie skonfrontować się z działającym społecznie blogerem i jego opracowaniem.
Oczywiście ocenę pod względem merytorycznym publikacji w PP i zawarte w niej tezy zostawiam czytelnikom, jednak do niektórych kwestii muszę się odnieść bo są sprzeczne z przyjętymi w innych krajach normami technicznymi, moją wiedzą i długoletnim doświadczeniem praktycznym.
Ważnym aspektem jest też to, czy „strażak” po lekturze tego wywiadu będzie potrafił napisać w SIWZ wymagania techniczne odnośnie sygnalizacji dźwiękowej swojego pojazdu czy tylko będzie miał „mętlik w głowie”? Odpowiedź na tak postawione pytanie też zostawiam czytelnikom ale ja sądzę, że nie.
Są też aspekty pozytywne tej lektury, bo bohater wywiadu potwierdza szereg moich tez i postuluje by ten, tak ważny aspekt uregulować. Ubolewam jednak nad tym, że podając wartości poziomu dźwięku nie podał metodyki jego pomiaru a jak sam stwierdza kluczowym parametrem dla jego wartości jest odległość od jego źródła.
Co więc w praktyce oznaczają dla dr. Górskiego takie wartości?
W takim razie licząc na odpowiedz bohatera wywiadu zadam pytania.
  1. Z jakiej odległości według krzywej korekcyjnej A mają być mierzone przytoczone poziomy dźwięku i z czego ta odległość wynika?
  2.  Dlaczego autor, mając odpowiednie przygotowanie i kwalifikacje, podaje wartości od 100 do 115 dB(A) zdając sobie sprawę, że w skali logarytmicznej te wartości dzieli „przepaść”?
  3. Czy autor podając tak niską dla sygnalizacji uprzywilejowania, wartość poziomu dźwięku jaką jest 100 dB(A) (dalej nie podał z jakiej odległości ma odbywać się pomiar) uwzględnił może sygnały niskotonowe (poziom ich dźwięku to 108-109 dBA) ale o częstotliwości fali dźwiękowej powodującej, że kierowcy czują jej oddziaływanie mechaniczne ?
Ciekawą ale zarazem moim zdaniem niewątpliwie utopijną jest teza:

Wartości na poziomie 65 dBA osiągają producenci luksusowych samochodów osobowych np.: najcichsze: BMW 730d Blue Performance, 3,0 l diesel (245 KM) - poziom hałasu przy 130 km/h wynosi - 62 dB.
Oczywiście wartość ta jest osiągalna i w pojeździe ratowniczym (przy uchu strażaka) ale tylko przy zastosowaniu ochronników słuchu zgodnych z PN-EN 352 lub słuchawek interkom (stosowane powszechnie w USA). Bardzo dobrym więc rozwiązaniem było by ich zastosowanie ale jest to pomysł nierealny bo należało by zmienić „strażackie” rozporządzenie BHP i znieść obowiązek jazdy załogi w hełmach. Konieczność takiej zmiany wynikałaby wprost z innego aktu prawnego tj. „Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 27 kwietnia 2010 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie wykazu wyrobów służących zapewnieniu bezpieczeństwa publicznego lub ochronie zdrowia i życia oraz mienia, a także zasad wydawania dopuszczenia tych wyrobów do użytkowania (Dz. U. Nr 85 poz. 553), gdyż ochronniki i słuchawki interkom nie „współpracują” z hełmami strażackimi typu B z normy PN-EN 443 a tylko takie otrzymują w Polsce świadectwo dopuszczenia. Moim zdaniem to jednak złe rozwiązanie bo w przypadku kolizji czy wypadku głowa strażaka nie jest chroniona. Zresztą hełmy typu B dobrze tłumią hałas co z  jednej strony jest ich wadą a z drugiej zaletą.
Pragnę tylko nadmienić, że pojazdy ratownicze mojej JRG z prawidłowo zamontowaną sygnalizacją dźwiękową nigdy nie osiągały w kabinie załogi większego poziomu dźwięku podczas jazdy alarmowej jak 80 dBA co przy uchu strażaka z nałożonym hełmem typu B daje wartości jeszcze dużo niższe (z racji braku narzędzi nie badałem tego parametru). No ale zgadzam się dr Górskim, że narażenie kierowcy na „hałas” rzeczywiście można uznać za problem ale jest on stosunkowo prosty do rozwiązania.
Powiem tak. Bardzo łatwo jest coś proponować ale o wiele trudniej zastosować konkretne rozwiązania i osadzić je w polskiej rzeczywistości prawnej i mentalnej. Bardzo ważną rzeczą oprócz podejścia naukowego, znajomości wiedzy udowodnionej badaniami w krajach o wysokiej kulturze technicznej jest też doświadczenie praktyczne a ja w kabinach pojazdów ratowniczych podczas jazdy alarmowej spędziłem kilkanaście lat. Dlatego wiem co mówię i piszę.
Kompletnie niezrozumiałą i sprzeczną z wyżej zaproponowaną przez dr Górskiego wartością poziomu dźwięku w kabinie (65 dBA dla kierowcy) jest teza jakoby bardziej właściwym był montaż głośników na dachu niż w pasie przednim pojazdu czy komorze silnika. 
Rodzi się pytanie. O co tak naprawdę chodzi i co dla bohatera wywiadu jest ważniejsze? Ochrona słuchu strażaków czy trudna do obrony teza (jeżeli poziom dźwięku z 3m jest na poziomie min.120 dBA) o gorszej słyszalności sygnalizacji dla innych użytkowników ruchu drogowego przy jej montażu poza dachem pojazdu. Oczywiście powszechną jest wiedza, że fala dźwiękowa  ma charakter opadający ale nawet przy zamontowaniu głośników w zderzaku, jeśli poziom sygnału z głośników jest właściwy (właśnie 120 dbA z 3 metrów), to nawet przy „ekranowaniu” pojazd jest słyszalny bardzo dobrze.
Odsyłam zatem bohatera wywiadu do lektury normy:

I ciekawej publikacji z badań bo zawsze warto popatrzeć jak badania prowadzą inni mający już udokumentowane osiągnięcia na tym polu:

Szanowni Czytelnicy, zachęcam Was do wypowiadania się na ten temat  bo mam obawy, że sprawy znowu nie pójdą w dobrym kierunku a postawione ale nie poparte badaniami tezy przywołanego wywiadu  dają mi do tego przesłanki.